czwartek, 24 maja 2012

III.


*Katie

- CHOLERA! Jaki popieprzony człowiek pragnie zakłócić mój spokój ?! - Warknęłam szukając telefonu na szafce nocnej. Maya przewróciła się na drugi bok. Przytknęłam telefon do ucha i sapnęłam zaspana:
- Halo? - Ziewnęłam przeciągle. W tle usłyszałam piski koleżanek z klasy.
- Katie! Organizujemy spotkanie klasowe, dzisiaj w pizzerni u Matt'a o 18, weź ze sobą Maye jeśli chce iść, dobra? - Usłyszałam podekscytowany głos Elisabeth.
- Yyyyy.. że co? że cała klasa? - Podniosłam się szybko. Przetarłam oczy ze zdziwienia i usiadłam na łóżku.
- Tak, CAŁA, Harry też będzie. - Uśmiechnęłam się sama do siebie. Pożegnałam się z nią i rzuciłam telefon na poduszkę. Spojrzałam na dziewczynę śpiącą obok mnie. Uśmiechnęłam się pod nosem i chwytając w dłonie jaśka łupnęłam ją z impetem poduszką.
- Co jest? - odezwała się w połowie przytomna Maya
- Idziemy na spotkanie mojej klasy! Harry też tam będzie! Szybko wstawaj! - próbowałam wyciągnąć ją spod kołdry
- Katie! Twoje spotkanie klasowe to nie powód, by mnie budzić tak wcześnie, zwłaszcza w sobotę! - krzyczała rozzłoszczona Maya
Wiedziałam, że jej bulwers jest tylko chwilowy i zaraz na pewno zwlecze się z łóżka i będzie mnie prosić, bym ją zabrała ze sobą.

***
Mmmm.. Wiesz jak nas uszczęśliwić - Kątem oka dostrzegłam nutellę, niestety Maya zauważyła ją szybciej i już wcinała ją łyżeczką. Zeszłyśmy na dół, usiadłyśmy do stołu i pałaszowałyśmy to co przygotowała ciocia. Po śniadaniu popędziłyśmy do pokoju po drodze mijając zaspanego Jareda w samych bokserkach. Rzuciłyśmy się na łóżko i włączyłyśmy tv. Do 18 było jeszcze sporo czasu.
Po dwóch godzinach bezsensownego patrzenia się w ekran telewizora, stwierdziłam, że pójdę się trochę ogarnąć. Nie zdążyłam nawet wyjść z salonu kiedy Maya dorwała pilota i przełączyła na Vivę. Akurat puszczali naszą ulubioną piosenkę więc obydwie zaczęłyśmy skakać jak głupie. Nawet nie zauważyłyśmy kiedy Jared wszedł do pokoju. Zrobiło nam się głupio kiedy zobaczyłyśmy, że przyprowadził kolegę. Obydwaj cicho chichotali.
- Ej, mogłybyście ustąpić nam TV, na trochę? - zapytał Jared.
- okay, i tak już wychodziłyśmy - odpowiedziała lekko zaczerwieniona Maya.
Gdy tylko weszłyśmy do mojego pokoju, zaczęłyśmy tarzać się po podłodze ze śmiechu.
Kiedy trochę się opanowałyśmy, w pokoju zagościła niezręczna cisza, którą przerwał telefon.
To była matka Mayi. Zawsze kiedy dzwoniła, przyjaciółkę ogarniał smutek. Nie za bardzo lubiła z nią rozmawiać. Dla niej liczyły się tylko dobre oceny. Nic innego jej nie obchodziło.
Kiedy skończyły, Maya wybiegła do łazienki. Podeszłam pod drzwi aby zbadać o co chodzi, ale usłyszałam tylko płacz. Poprosiłam ją, żeby mnie wpuściła, nie zwlekając na nic spełniła moją prośbę.
- O co chodzi ?
- Matka dowiedziała się o tych szmatach z Fizyki. Powiedziała, że przyjeżdża w niedzielę i mam być już spakowana bo zabiera mnie do domu... - powiedziawszy to zaczęła płakać jeszcze głośniej.
Przez myśl przeszło mi kilka wulgaryzmów.
- Nie da Ci nawet szans na poprawę ?
- Nie wiem … muszę z nią o tym porozmawiać. Ale wiesz, jaka jest,
- wiem, porozmawiasz z nią wieczorem, a teraz szykuj się bo idziemy na spotkanie ! - powiedziałam to, z myślą, że poprawię jej humor, niestety to chyba nie zadziałało.
Przyjaciółka niechętnie wstała z podłogi i wyszła rzucając tylko słowa „idę się szykować” .
Po godzinie obydwie byłyśmy już gotowe.
Do 18.00 zostały jeszcze dwie godziny. Usiadłyśmy na łóżku i obydwie myślałyśmy jak załatwić problem z ocenami. Nagle zauważyłam mały uśmiech na twarzy przyjaciółki. Od razu wiedziałam, że coś wymyśliła.
- WIEM ! - po pokoju rozległ się krzyk .
- co wymyśliłaś ? - zapytałam .
- Poprawię wszystkie oceny na piątki a później wmówię mamie, że te oceny to była pomyłka.
- Jesteś pewna, że to się uda ?
- Oczywiście, że tak ! Przecież wiesz jakie mam zdolności aktorskie.
Nawet nie zauważyłyśmy kiedy wybiła 18.00
Szybko wyszłyśmy z domu i pobiegłyśmy do pizzerni. Na miejscu czekały już wszystkie „słodkie” dziewczynki, które obserwowały z zafascynowaniem każdy ruch Harrego. Nie byłam taka jak one ale z chwili na chwilę uświadamiałam sobie, ile mnie łączy z tym człowiekiem.
Co chwilę spoglądałam na niego, kiedy obracał się w moją stronę gwałtownie zwracałam wzrok ku Mayi.
Nie wiem dlaczego bałam się spojrzeć w jego głęboko zielone oczy.
- Szału nie ma, dupy nie urywa. – powiedziała moja przyjaciółka.
Po tych słowach popatrzyła na mnie aby zaobserwować moją reakcję.
Wytrzeszczyłam na nią oczy, ale nie miałam zamiaru odpowiedzieć.
Byłam zbyt zajęta patrzeniem się na jego sprężyste loczki.

-Zobacz ile plastkiów się koło niego kręci. - powiedziałam cicho do Mayi.
- tsa, na czele z Caroline. Nienawidzę tej dziewczyny .
- Może i nie jest miła, ale trzeba przyznać, że jest ładna.
- Ona !? ŁADNA!? Bez przesady. Są dużo ciekawsze dziewczyny od niej.
- na przykład ?
- ty ?
- ja ?
- tak ty . Jesteś dużo lepsza od niej.
- Nie widzisz jej ? Ja jestem zwykłą dziewczyną w trampkach i bluzie, a ona wymalowaną.- nie zdążyłam dokończyć kiedy Maya wtrąciła .
-szmatą ?
Obydwie zaczęłyśmy się śmiać .

Skończyłyśmy naszą rozmowę ponieważ, zauważyłam, że zielonooki zmierza w naszą stronę.

4 komentarze:

  1. ej, wiesz? podoba mi się ; d
    czekam na kolejny, teraz może trochę szybciej? ; d
    nie no, ale i tak Was kocham xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ci dam nie pisać dalej! Ja ci dam! Masz pisać do końca ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. meega! czekam na następny! :D

    OdpowiedzUsuń