czwartek, 29 marca 2012

II

* Katie.
- Kurr..- Syknęłam pod nosem słysząc ten przeklęty budzik. Włożyłam rękę pod poduszkę w celu poszukiwania telefonu. Po chwili żmudnych poszukiwań odnalazłam komórkę. Miałam stan przedzawałowy gdy po chwili przerwy rozbrzmiała piosenka Fall out boy – I dont’t care. Wyłączyłam budzik i przetarłam powieki. Nie uśmiechało mi się wstawać. Leżałam tak chwilę w bezruchu kiedy do pokoju wpadł mój kuzyn drąc się, że mam wstawać bo mi nakopie. Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona. Naprawdę czasami przydałby mi się pilot żeby go wyłączyć.
- Idioto! Pukać nie nauczyli? – krzyknęłam chwytając się za głowę.
- Przepraszam, ale ciocia kazała Ci obudzić, więc no..- zaczął tłumaczyć się niczym mały chłopiec. Zaśmiałam się pod nosem i wypchnęłam go z pokoju. Spojrzałam w lustro i skrzywiłam się. Każdy włos na mojej głowie wybrał sobie inny kierunek. Wzięłam swoje rzeczy i ruszyłam do łazienki. Po drodze zaszłam do pokoju Mayi oznajmiając jej, że czas do szkoły.
- Cwelu głupi, ruszaj dupe, bo się spóźnisz.. – krzyknęłam wkładając głowę do środka.
- Nie ide dzisiaj.. Źle się czuje.. – westchnęła cicho.
- Ojeeej.. biedaczek! – wygięłam usta w podkówkę i weszłam do pokoju. Stanęłam nad jej łóżkiem z ową miną i przyglądałam się jej.
- Głowa mnie boli.. – syknęła. Zakryła twarz poduszką i odwróciła się do mnie plecami..  Głowa ją boli, ale żeby od razu dupą się odwracać? Zaśmiałam się pod nosem.
- Dooobra.. to powiem ciotce, żeby przyniosła Ci jakieś przeciw bóle. –uśmiechnęłam się pod nosem i wyszłam z pokoju. Stanęłam na szczycie schodów i krzyknęłam do domowników, że moja przyjaciółka czuje się chora i nie idzie dziś na zajęcia.. Oh jakbym ja tak chciała.. Westchnęłam po cichu i weszłam do łazienki. Wypełzłam z niej dopiero kiedy Jared zaczął dobijać się do drzwi krzycząc, że jak zaraz nie wyjdę to rozerwie mu pęcherz.
- Nie trzeba było pić tyle soku do śniadania, a nie teraz jęczysz mi pod drzwiami .. – Spojrzałam na niego karcącym wzrokiem mijając się z nim w drzwiach. Zeszłam na dół i skierowałam się do kuchni. Chwyciłam z talerza kanapkę i usiadłam na blacie obok opierającej się o niego ciotki.
- Proszę. – Powiedziała podając mi kubek z kawą. Upiłam łyk parującego napoju i uśmiechnęłam się do niej. Szybko zjadłam i wyszczotkowałam zęby. Ubrałam buty i chwytając plecak wyszłam w pośpiechu z domu. Do szkoły weszłam równo z dzwonkiem. Szybkim krokiem skierowałam się z resztą uczniów pod klasy. Weszłam zaraz za klasową dziunią do Sali i zajęłam swoje miejsce. Nauczycielka od matematyki oczywiście nie miała zamiaru się spóźnić i zrobiła wielkie wejście smoka wbiegając do klasy zdyszana. Przeprosiła nas i usłyszeliśmy magiczne „ wyciągamy karteczki”. Niech to szlag! Byłam tak zajęta historią, że całkowicie zapomniałam o tej kartkówce. Modliłam się o to, żeby nie dostać szmaty. Po 10 minutach zebrała kartki, a ja ze strachu spociłam się jak mysz. Przeglądając nasze wypociny zrobiła się czerwona ze złości.
- Co to ma być?! Powie mi ktoś?! Wtórny analfabetyzm was ogarnął?! Przecież to jest made In podstawówka! – Krzyczała na całą klasę jednocześnie przyglądając się każdemu niczym bazyliszek. Przeszedł mnie dreszcz. Do końca lekcji nie dała nam spokoju i każdy po kolei szedł do tablicy. Wyszłam z lekcji z piękną szmatą w dzienniku, cudownie! Następna lekcja zapowiadała się  ciekawie. Do naszej klasy miała dojść nowa osoba. Całe szczęście, że były to zajęcia z wychowawcą. Po dzwonku cała grupka uczniów wpełzła do klasy. Po chwili pojawił się również pan Martin u którego boku stał młody chłopak. Miał ciemne loki i piękny uśmiech. Głupie siksy z klasy od razu zaczęły się podniecać i walczyć między sobą o jego względy. Nazywał się Harry Styles. Nie zwróciłabym na niego wielkiej uwagi gdyby nie to, że jego twarz była mi dość znajoma. Do końca lekcji dyskutowałam z Austinem z którym siedziałam kto to może być. Po lekcji zebrałam się i przedzierając się przez tłumy ‘fanek’ uśmiechnęłam się i zapytałam
- Cześć, słuchaj, my się przypadkiem skądś nie znamy? – zagadnęłam. Chłopak uśmiechnął się i chwilę zastanawiał.
- A wiesz, że skądś Cię kojarzę? Jestem Harry. – uśmiechnął się i uściskał moją dłoń.
- Katie Eris – odwzajemniłam uśmiech a chłopak otworzył szeroko oczy.
- Katie Eris? Ta sama, która w przedszkolu wrzuciła mi za bluzę zdechłą jaszczurkę? – Wyszczerzył rząd śnieżnobiałych zębów. Przedszkole.. o cholera, faktycznie to byłam ja.
- A wiesz, że tak? Troche się zmieniłeś od tamtego czasu.. – uśmiechnęłam się do niego. Rozmawialiśmy tak do końca zajęć po czym szybko wróciłam do domu żeby opowiedzieć o tym Mayi. Wbiegłam do jej pokoju niczym tornado i rzuciłam się na łóżko, za co oczywiście zostałam opieprzona.
- Dobra, nie marudź, musze Ci coś powiedzieć, chorowitko Ty moja! – Moje oczy błyszczały z podniecenia. Maya nadstawiła uszy i słuchała mojej opowieści. Zaraz po tym jak skończyłam dodała
- Fajnie spotkać przyjaciela z dzieciństwa. Tylko czemu ja go nie znam? – zapytała zdziwiona.
- Nie wiem, ale może poznasz, mówiłam mu o Tobie – uśmiechnęłam się szyderczo.
- O mnie? Co o mnie ?! – zapytała mając przed oczami najgorsze scenariusze.
- Mówiłam, że mieszkasz ze mną u mojej ciotki, nie bój żaby, nic złego nie mówiłam.
Puściłam jej oczko. Jako, że zaczynał się weekend siedziałyśmy do nocy oglądając filmy i pochłaniając ogromne ilości popcornu i czekolady. Około godziny 4:30 zasnełyśmy.

1 komentarz: